RSS
piątek, 04 sierpnia 2017
Jaimie Alexander

Notka o niedawnym aktorskim odkryciu - Jaimie Alexander.

jaimie alexander hair cut

61

Trochę historii

Jaimie Alexander (właściwie Jaimie Lauren Tarbush) urodziła się w Greenville w Karolinie Południowej. Kiedy miała cztery lata, rodzina przeprowadziła się do Grapevine w Teksasie.

Jaimie była bardzo aktywna fizycznie od najmłodszych lat. W liceum należała do drużyny wrestlingowej. Pierwsze aktorskie kroki stawiała w teatrze w szkole średniej, traktując to jako zabawę. Jak sama przyznaje, została wyrzucona z teatru, ponieważ nie umiała śpiewać. Wtedy zajęła się sportem.

Półtora roku po ukończeniu Colleyville Heritage High School, Jaimie porzuciła sport i przeprowadziła się do Los Angeles, aby spróbować sił jako aktorka.

Gdy miała 17 lat zastąpiła koleżankę na spotkaniu z przedstawicielami agencji poszukującej aktorów. Tam poznała menadżera Randy’ego James’a, który wysłał jej kilka scenariuszy.

Ma czterech braci: David Curtis Jr., Chance, Matthew (starsi) i jeden młodszy - Christopher Brady.

Ma angielskie, niemieckie, szkockie i szwajcarsko-niemieckie pochodzenie.

Role

Do tej pory najważniejszą (i główną) rolą Jaimie Alexander jest postać Jane Doe w serialu Blindspot: Mapa zbrodni. W tej odsłonie widziałam ją po raz pierwszy.
Serial opowiada o kobiecie, która zostaje znaleziona na Times Square w torbie. Jest zupełnie naga i nie pamięta kim jest. Jej całe ciało pokrywają świeżo zrobione tajemnicze tatuaże. Jednym z nich jest imię agenta FBI, Kurta Wellera, który wraz ze swoją grupą śledczą chce poznać tożsamość kobiety.
Do tej pory wyemitowano dwa sezony serialu, a trzeci będzie miał premierę jesienią tego roku. Prawdopodobnie Jaimie Alexander ma podpisany kontrakt na cztery sezony.

Serial od razu mi się spodobał, zarówno ze względu na przedstawioną historię, jak i sposób odegrania roli Jane przez Jaimie Alexander. Świetnie pokazała na ekranie zagubienie, bezradność i strach Jane. Do tego akcja, dobre sceny walki (ich twórcą jest  obecny partner Jaimie, Airon Armstrong - kaskader, dubler postaci Kurta Wellera i koordynator scen walki w Blindspot). Odkrywanie po kawałku tożsamości bohaterki i innych tajemnic, to bardzo przyjemny sposób na spędzenie czasu.

blindspot jane doe bag

jane doe blindspot tattoo

 

jane doe blindspot

Pierwszą ważniejszą rolą, po której Jaimie została zauważona zarówno przez widzów, jak i krytyków była rola Jessi XX w serialu z 2006 roku Kyle XY. Jaimie dołączyła do obsady od drugiego sezonu i grała w nim już do końca. Za swoją rolę została nominowana w 2008 roku do nagrody Satrurn w kategorii "Najlepsza drugoplanowa aktorka".

Serial Kyle XY to opowieść o nastolatku, który pewnego dnia budzi się w lesie całkiem nagi. Chłopak idąc przez pobliskie miasto zostaje zatrzymany przez policję. Nie pamięta swojego imienia, nie potrafi mówić. Policja przekazuje go do ośrodka dla nastolatków, gdzie zostaje on zbadany przez psycholog Nicole Trager. Podczas badań lekarskich zauważono u niego brak pępka. Nicole nadaje mu imię Kyle oraz postanawia zabrać go do swojego własnego domu. Nastolatek okazuje się być bardzo uzdolnionym chłopcem – niezwykle szybko uczy się mówić i rozwija swe liczne talenty. Kyle zostaje poddany badaniu tomograficznemu, według wyników którego jego mózg przejawiał nadzwyczajną aktywność.
Jaimie wcieliła się w rolę Jessi, która przyszła na świat w taki sam sposób, jak Kyle i ma takie same zdolności.

jessi kyle xy

jessi xx

jessi-i-kyle

kyle jessi kiss

W 2011 roku premierę miał film Loosies, w którym Jaimie zagrała Lucy, a partnerował jej aktor i autor scenariusza do filmu Peter Facinelli. Film opowiadał o drobnym złodziejaszku (w tej roli Facinelli), który dowiaduje się, że zostanie ojcem. Jedna jedyna noc z Lucy (i jej następstwo) stawiają go przed wyborami, które zdecydują o jego dalszym życiu.
Film z gatunku łatwych, ale przyjemnych, do tego 27-letnia Jaimie, która zagrała naprawdę dobrze swoją rolę.
Przez kilka lat Jaimie i Peter Facinelli tworzyli parę w życiu prywatnym (a poznali się właśnie na planie filmu).

lucy loosies

Lucy bobby loosies

jaimie alexander peter facinelli loosies

Inne role Jaimie wciąż przede mną. Aktorka zagrała m.in. w:

  • Thor i Thor: Mroczny świat - jako Sif (wojowniczka i kochanka Thora). W październiku do kin trafi Thor: Ragnarok, w którym Jaimie znów wcieli się w postać Sif.
  • horror Ostatni postój (Rest stop) i Ostatni postój II: Nie oglądaj się za siebie (Rest stop 2) - Nicole Carrow
  • Likwidator (The Last Stand) z Arnoldem Schwarzeneggerem - Sarah Torrance
  • Mordercza miłość (Broken Vows) - Tara

Gościnne role:

  • CSI: Kryminalne Zagadki Miami
  • Kości
  • Siostra Jackie
  • Kamuflaż
  • Pułapki umysłu
  • Agenci T.A.R.C.Z.Y. - Lady Sif
  • Świat w opałach

W 2009 roku wystąpiła w teledysku "Save You" Matthew Perryman'a Jonesa.

Zwróciłam na nią uwagę już w pierwszych chwilach, kiedy pojawiła się na ekranie w serialu Mapa zbrodni. Zarówno w Blindspot, Kyle XY, jak i Thorze gra role silnych kobiet, wojowniczek. To tylko pozory (nie wiem jak w Thorze, bo wciąż przede mną). Jej bohaterki są charakterystyczne, wyraziste, pełne charyzmy, często tajemnicze. Pod płaszczem siły i odwagi kryje się wrażliwość, kruchość, doznane cierpienia i krzywdy. Lubię takie bohaterki, ale tylko wtedy, gdy aktorka potrafi sobie z nimi poradzić. Jaimie to umie. W bardzo przekonujący sposób prowadzi swoje postaci, ukazując ich osobowość, słabości, zalety i emocje. Do tego ma niezwykle interesującą barwę głosu, co tylko dodaje jej bohaterkom wyrazistości.

No i jest piękną kobietą. Moją uwagę zwróciła tym, jak potrafiła ukazać zagubienie Jane, a to zasługa zarówno umiejętności w  stworzeniu postaci, jak i sposobu grania ciałem, mimiką, operowanie głosem i spojrzeniem, które czasami wyrażają więcej niż słowa.

 

jaimie alexander

jaimie alexander

21

3

544b070c2d4f3af84e8646a8370c2a67jaimiealexanderbandeau2

jaimie alexander

jaimie alexander

czwartek, 03 sierpnia 2017
Comeback

Kilka dni temu minął rok od mojego powrotu do świata Kelly.

Ja wróciłam, i Oni też powracają! W maju zagrali trzy koncerty w Dortmundzie w Westfalenhalle, a w przyszłym roku ruszają w europejską trasę koncertową. W Polsce zaplanowane są trzy koncerty w kwietniu - Gdańsk, Łódź i Kraków. Ja swoje bilety już mam, ale wciąż można je kupować tutaj.

thekellyfamilyfeiern2017ihrcomeback

Pięknie zapełniona fanami hala w Dortmundzie:

dorm

Występy w Dortmundzie zostały zarejestrowane i zostaną wydane na płycie DVD.

Teraz czekam jeszcze na solowe koncerty Patricka w Polsce.

sobota, 22 października 2016
Który Kelly i dlaczego.

Po powrocie do muzyki The Kelly Family i poznaniu szerzej niż 20 lat temu ich twórczości, zdałam sobie sprawę, że znowu mam z piosenkami tak, jak zawsze. Największe hity schodzą na plan dalszy w obliczu tych mniej znanych piosenek. Początkowo omijałam płyty zespołu, wydane przed Over the hump, a teraz to je słucham najczęściej. Uwielbiam Streetlife, WOW czy New World

Jedno się nie zmieniło. Ulubiony Kelly głos. Jak miałam te sześć lat, to był to Paddy. Dlaczego? Jako sześciolatka nie wiedziałam. Pamiętam też moją słabość do Johna. Co sześcioletnie dziecko widziało w tym wówczas "starym" dla niej mężczyźnie? Głos. Santa Maria (na mojej kasecie pominięta w środkowym spisie, dopisana moją sześcioletnią ręką stała się Santa Maryją) była moją ulubioną piosenką (za nią zaraz An angel). To imię Johna usiłowałam pisać na kartce - nadal nie wiem dlaczego czyniłam takie starania, które spełzły na niczym. Okazało się, że ja kontra literka "DŻ" (wszak fonetycznie pisać chciałam), to za duże wyzwanie :D 

Po tych dwudziestu latach, to nadal się nie zmieniło. Głos i twórczość Patricka są mi najbliższe, ale coś przyciąga mnie nadal do Johna.

Dlaczego John?

Teraz widzę, jakim był (nadal jest) przystojnym mężczyzną :) Do tego jest taki... dystyngowany? Ułożony, grzeczny, taki szarmancki dżentelmen. Jak śpiewa, to jest taki wręcz arystokratyczny. Jako dziecko w specyficzny sposób operował gestem na scenie - trzymał prostą postawę, uniesiona wysoko głowa, dostojnie nią obracał i wodził wzrokiem po publiczności. Do tego gesty dłoni. Zostało mu to do teraz :) Może to w połączeniu z obliczem jego twarzy sprawia, że ma się o nim wrażenie, że jest taki majestatyczny :)

Ciągnęło mnie jako dziecko i nadal ciągnie do niego. Uwielbiam jego głos, jest jak balsam. Był drugim Kelly, którego twórczość poza zespołem poznałam. Lubię bardzo kilka piosenek z płyty Tales from the secret Forest, którą wydał razem z żoną Maite Itoiz. Do ulubionych kawałków należą Tears, The force i Corazón Herido. 

Marzy mi się solowa płyta Johna, na której mógłby pokazać, na co go stać. Przy żonie jest trochę stłamszony głosowo i twórczo - takie mam wrażenie, a szkoda, bo marnuje się taki talent. 

Chętnie wybrałabym się też na rock-operę z jego udziałem. Muzycznie są z żoną świetni na scenie. Zatraca się tylko jego głos, no i żal piosenek, które mógłby napisać sam dla siebie, na album solowy :)

Uważam, że obok Patricka, John to najlepszy głos w zespole. To jego Santa Maria była moją naj z kasety. Wzruszał mnie tym utworem. Po dwudziestoletniej przerwie, po której wróciłam, John nadal przyciąga. Sposobem bycia, głosem.

Dlaczego Patrick?

O Patricku już dużo pisałam wcześniej. Nie wybrałam go, bo taki był trend, że wszyscy szaleli za nim i/lub Angelo. Jako sześciolatka byłam poza tym szałem. Miałam swoją jedną kasetę, którą w kółko słuchałam i na jej podstawie to Paddy wywindował się na najwyższą pozycję. Chociaż wtedy całą Over the hump słuchałam, wszystko lubiłam bez wyjątku. Santa Maria i An Angel, jak już wspominałam, to były moje ulubione piosenki, za nimi plasował się Joey z The Wolf i Why why why.

Dzisiaj jestem bardziej świadoma tamtych wyborów. Dziecko kieruje się intuicją, emocjami w wyborach. Nie myśli czemu coś mu się podoba i to chyba jest jedna z najlepszych rzeczy. Nikomu nie musi nic tłumaczyć, a i nie da się łatwo oszukać. Podąża za prawdą. Sądzę, że wtedy wyczułam i w Johnie i w Patricku, że są prawdziwi. Bo co ja mogłam wiedzieć o głosach, ich brzmieniu? Nic. Mogła mi się podobać melodia, nastrój piosenki. Dzisiaj słyszę, że to Paddy miał i ma nadal najlepszy głos. Tego mu nikt nie odmówi, bo daje temu dowód na koncertach. John tak samo, ale tutaj mogę się tylko nagraniami posiłkować. 

Patrick od małego miał coś w sobie. Najpierw dziecięcy głosik, którym wyśpiewywał naprawdę mądre teksty, często przy tym płacząc. Wzruszał się, głos mu się łamał, ale śpiewał dalej. Pisał jedne z lepszych, jeżeli nie najlepsze teksty. Nastolatek, śpiewający Crisis, Looking for love czy House on the ocean. Żeby napisać coś takiego, trzeba coś przeżyć. Trzeba być autentycznym. On taki był i nadal jest. 

Do tego ogarniał chyba największą ilość instrumentów spośród całego rodzeństwa. Gitara, fortepian, organy elektryczne, perkusja, harmonijka, kongi, gitara basowa, flażolet (penny whistle). Jako 17-latek zarządzał już rodzinnym biznesem i szefował firmie Kel-Life. Produkował płyty, miał wpływ na dobór repertuaru. Świetnie odnajdywał się podczas wywiadów. Na koncertach zabawiał publicznośc, przedstawiał całe rodzeństwo. Przyszło mu za ten niekwestionowany talent i szalone czasy zapłacić wysoką cenę. Pustka, myśli samobójcze. Depresja.

Na szczęście, Patrick się pozbierał. Sześć lat w klasztorze pozwoliło mu odnaleźć sens, wyciszyć się, zrozumieć kim jest i czego chce. Wrócił na scenę, a ja wróciłam do "niego". Bo to nadal jest ten głos, to nadal jest ta wrażliwość, to nadal są te emocje. Nie jestem typem słuchacza, którego można zwodzić byle czym. Głos nie musi być krystaliczny, ale z ust musi płynąć prawda. Artysta musi być autentyczny, w tym co robi. On musi czuć, żebym ja mogła poczuć. Swoją muzyką musi dotknąć serca i duszy, ale żeby to zrobić, najpierw sam to serce i duszę musi włożyć w to, co tworzy. 

Pozostali 

Joey nieźle zdzierał gardło na koncertach w rockowych kawałkach. Mogę go chyba postawić obok Johna. Od początku bardzo lubiłam jego Why why why i The wolf. Miał też sporo wspólnych piosenek z Patrickiem. Jego Never gonna break me down  to istne mistrzostwo pod każdym względem. Uwielbiam Flip a coin (tekst wbija w fotel razem z wykonaniem, do tego teledysk) i True love.

Na koncertach zawsze był "dziki" :P Prawdziwy typ rockmana. Czasami miałam wrażenie, że jakiś metalowiec w nim też siedzi :P Zdzierał gardło, biegał, skakał, a na gitarze elektrycznej wywijał, aż miło :) Przyrównałabym go do nieoszlifowanego diamentu, takiego z rysami i ostrymi krawędziami, ale to jest jego zaletą. Joey jest jakiś taki... nieokiełznany :) Nie krył nigdy, że muzyka nie jest na pierwszym miejscu, głosem też troszkę odbiega od braci, ale ta pewna "szorstkość" dodaje mu uroku. Genialny gitarzysta, showman na scenie, do którego mam wielki szacunek. 

Jimmy ma wyróżniający się głos, rozpoznawalny już od początku. Nie da się go pomylić z innym. Jego Cover the road czy Nanana, to świetne kawałki. Ubóstwiam też Blood. Za całość - cudowną przygrywkę gitary, tekst i wykonanie. Z solowych poczynań Jimma, słuchałam dwóch płyt póki co i kilku piosenek z reszty. Jedyne przy czym się zatrzymałam na dłużej, to Go go go. Tekst. No i emocjonalne wykonanie. I jeszcze Hallelujah. Wkręca się też super-mocne Supersailor! A, no i oczywiście Hold my hand (zestawić mogę z Angelowym You have the place i piosenką Maite We can love - poruszają, zwłaszcza, że są dedykowane komuś z rodzeństwa). 

Z Angelo bywało różnie. Miał wzloty i upadki. Jego poczynań solowych nie śledzę. Słuchałam płyty I'm ready, szczególnie nie wpadło mi w ucho nic, żeby wywołać efekt "Wow! Chcę to mieć/słuchać" (jak to było z kilkoma piosenkami u Johna i Maite). Tekstowo spodobała mi się piosenka You have a place. Poza tym uwielbiam kilka coverów z płyt Mixtape (Johnny B. to mistrzostwo! Do tego In the air tonight, Fields of gold, One i Ain't no sunshine). Reszty płyt nie znam, mam do nadrobienia. Ominę sobie chyba tylko jego rodzinne projekty, bo kilka razy robiłam podchody, ale niestety jego dzieci nie mają takich talentów jak tatuś, wujkowie i ciotki :P 

Co do żeńskich głosów, to zawsze były w tyle za męskimi. Wolę po prostu męski wokal. Spośród głosów sióstr Kelly nie umiem wybrać ulubionego. Każda miała w zespole jakąś piosenkę, którą uwielbiam, ale nigdy nie zachwycałam się barwą żadnej z nich. Panowie mieli większe pokłady i możliwości. Johnowi to zostało, Patrickowi nawet się rozwinęło, ma mocniejszy głos. 

Głosu Kathy jakoś szczególnie nie lubiłam. Chociaż z Over the hump pochłaniałam wszystko, wiec także jej Father's nose. Miała te swoje operowe zaśpiewki i dziwne vibrato. Doceniłam ją za wykonanie Come back to me i You're losing me. Tak samo bardzo lubię ją w Children of Kosovo i When the last tree... Podoba mi się Only our rivers run free i Yo te Quiero. 

Maite to była iskierka :P Żywe srebro na scenie. Pełno jej tam było. Wariowała, tańczyła, biegała, śmiała się :) Z głosem tak średnio na występach, studyjne nagrania całkiem :P Przyjemnie się słucha jej kawałków, które miała w zespole. Oh it hurts, What if love i Every baby, to chyba ulubione :) Solowych utworów nie znam, ma za dużo po niemiecku, a tego to ja słuchać nie chcę :) Uwielbiam wspomnianą wcześniej We can love, którą napisała dla Patricka. Wykonanie z Gymnich, na którym roni łzy, mnie też bardzo wzrusza. Zawsze była emocjonalną osóbką :) Polecam też duet z Patrickiem w piosence Sailing z koncertu w Düsseldorfie. Piąte przez dziesiąte rozumiem o czym mówią, ale to nieważne. Da się z reakcji publiczności i samego rodzeństwa wyczytać, że życzliwie żartują. I widać, że są blisko ze sobą.

Patricia ma ładne ballady, przeważnie o nieszczęśliwej miłości. Piękne Please don't go w duecie z Jimmy'm! Uwielbiam.  Cudowne No one but you - prostota wyznania, ale za to bardzo piękna. Life is hard enough, You belong to me, The Rose - to też bardzo wzruszające piosenki.

Barby. Specyficzny głosik, którego nie sposób pomylić z innym :) Cudowne Like a Queen, wręcz uwielbiam! Ta muzyka, klimat do tego piękny tekst. Teledysk. Wszystko. Wzrusza...

I wanna know is anybody gonna help me when I'm down...

Bardzo lubię jej duet z Patrckiem w Hooks. Ślicznie wyglądała w teledysku, w ogóle uwielbiam go oglądać. No i oczywiście She's crazy :)

The Kelly Family to było moje pierwsze muzyczne zauroczenie. Zaczęło się przez kuzynkę, ale mama pozwoliła mi to rozwijać. Mogła przecież machnąć ręką na jakiś tam kaprys córki, ale Ona kupiła mi Over the hump, a potem jeszcze dwie kasety. Przez lata, gdy w towarzystwie poruszany był temat muzyki, zawsze o nich pamiętałam. Od nich zaczęła się moja miłość do muzyki. Przez cały czas darzyłam ich twórczość sentymentem, wiązały się z nimi wspomnienia z dzieciństwa. Teraz to rozkwita na nowo. I nadal ma wartość. Jest ponadczasowe. Jeżeli ktoś mówi, że to obciach - niech pozna ich teksty, płyty, historię. Tam były wartości, które przekazywali. Dzisiaj w całym showbiznesie tego brakuje. Muzyki w muzyce, dobrych tekstów i autentyczności u wykonawców. Oni to mieli. 

John: 

john21

john

john31

John Kelly z żoną Maite Itoiz:

John Kelly Maite Itoiz

John Maite

john_i_maite

Patrick:

Paddy_z_teledysku_11

 Paddy

michael patrick kelly

Moi dwaj ulubieńcy razem :)

Paddy i John

 paddy_i_john
paddy_i_john_2
The Kelly Family

the kelly family

kelly family

tkf

The Kelly Family

ELFENTHAL - Tears

*wszystkie zdjęcia pochodzą z Internetu (z wyjatkiem małego Patricka - ujęcie z teledysku "Mama", jest własnym zrzutem z ekranu).
środa, 05 października 2016
Ruah. Michael Patrick Kelly.

Mam nową płytę Ruah, Michaela Patricka Kelly. Przesyłka szła do mnie tydzień (!). Z Berlina to do mnie rzut beretem, zwykle w dwa dni od wysyłki miałam w domu. Teraz kurier twierdził, że zostawiał mi awizo...cóż. Najważniejsze, że jest.

ruah vinyl box mpk

Przesłuchałam kilkukrotnie, to napiszę co nieco o całości
i poszczególnych utworach.


Prologue

Muzyczny początek, bardzo fajny. Nakładają się tam głosy i słowa wypowiadane przez Patricka i kilka innych osób. Prologue bardzo płynnie przechodzi w Ruah.

Ruah

Znałam wcześniej, i nawet dane mi było usłyszeć na żywo, więc tym bardziej utwór mi się podoba. To co słyszane na żywo, zyskuje
w odbiorze i to bardzo. Chociaż w przypadku "Ruah" było tak, że podobała mi się od początku. Uwielbiam moment, kiedy Patrick zaczyna śpiewać: Come and overshadow me...

I Have Called You

Słuchałam przed wydaniem płyty i całkiem mi się podobała. Po pierwsze ta gitara! Po drugie piękny tekst. Odbieram to jako opowieść
o bezwarunkowej miłość Boga do człowieka. Ludzie to istoty błądzące, często upadają, a Bóg wzywa ich i podaje im swą dłoń, jako ratunek.
Nie wiem, czy autor to miał na myśli, ale ja to tak rozumiem :)

Walk the Line

Wcześniej zanim usłyszałam, zapoznałam się z tekstem. Jest niejednoznaczny i trochę abstrakcyjny, ale spodobał mi się. Pierwsze skojarzenie, gdy usłyszałam Patricka wyśpiewującego słowa, to podobieństwo do Song of the lonely mountain z pierwszej części filmu o Hobbicie. Może to przez nakładanie się głosów. Jest w tym utworze coś niezwykłego i interesującego. Jest rytmiczny. Intryguje, więc mi się podoba. Jest jakiś taki nieoczywisty. Inny. Zdecydowanie będzie wśród ulubionych. 

Don't Judas Me

Znowu gitara. To słychać najpierw. A potem całość, piękna melodia ze świetnym tekstem :) Idealnie wszystko współgra ze sobą, tworząc jeden z najlepszych utworów na płycie.

Uwielbiam, jak Patrick wyśpiewuje wersy refrenu:

Don't do this
Don't Judas me
Don't do this to me

Jest w nich jakaś moc, błaganie, cierpienie ale też rozczarowanie,
że musi tę prośbę wypowiadać, bo to co złe już się stało.
Po raz kolejny.

Odbieram tę piosenkę jak wyśpiewany żal i smutek, z tego powodu, że człowiek potrafi wobec drugiego człowieka być nieuczciwy. Potrafi dosłownie i w przenośni sprzedać najbliższych, żeby zyskać coś dla siebie. Sądzę, że to też apel człowieka do człowieka, żeby ludzie nie byli dla siebie Judaszami, nie zdradzali, nie kłamali, nie byli fałszywi. 

Seinn Aililiu 

Irlandzki (gaelicki) język, to dziwny język :) Piękne elektryczne brzmienie gitary na początku (brawo Christian), przywołało na myśl Western: południe, piach niesiony przez wiatr :) Potem głos Patricka, wyśpiewujący tekst, który brzmi mitycznie, starożytnie, tajemniczo. Kojarzy mi się to trochę z elfami, czymś mistycznym. Jakieś misterium. Zamykam oczy i widzę piękne krajobrazy: zielone trawy i drzewa, starożytne zamki, mityczne stworzenia.... skojarzenia mam z wioską Hobbitów (podobnie do Walk the line), albo z typowo irlandzkim krajobrazem: soczysta zieleń, skaliste klify, łąki, pastwiska, tereny górskie.

Utwór ma miejsce wśród moich ulubionych. Nie wiem za bardzo o czym mówi tekst, ale to nieważne, bo Patrick głosem i muzyką zbudował tutaj coś, co działa na moją wyobraźnię. Uwielbiam.

Abba! Father!

W ten utwór Patrick dosłownie włożył swoje serce, a dokładniej jego bicie ♥
Cudowny dźwięk, jaki daje ten żywy instrument, wybija rytm całego utworu. Świetny jest moment, kiedy Patrick mocniej śpiewa słowa Abbaaaaaa! Fatheeeeer! wraz z mocnym brzmieniem gitary :) 
Coś niesamowitego. Tekstu nie ma za wiele, ale muzycznie i głosowo świetnie wszystko jest zrealizowane. 

Holy

Słyszana wcześniej, ale na płycie wybrzmiała dla mnie na nowo. Naprawdę mi się podoba. Oczywiście znowu gitarę słychać, a ja gitary uwielbiam. Ciekawostką jest to, że piosenka nagrana została w Polsce, w studiu w Gdańsku. Wchodzi ona w skład projektu muzycznego Dekalog, który ma jednoczyć artystów z wielu krajów.
Mają się oni pochylić nad tajemnicą Dekalogu. Każdy z wokalistów, który bierze w tym udział, wybrał sobie jedno z przykazań i do niego miał napisać piosenkę. Michael Patrick Kelly skupił się na drugim przykazaniu Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremo. Tak powstał utwór Holy, gdzie w refrenie słychać to, że Holy is His Name.

Projekt promuje utwór: Decalogue Prologue - I'm the Lord Your God

O prends mon âme

Francuska piosenka. Pisałam już dawno temu, że nigdy nie lubiłam francuskiego. Zmieniło się to parę lat temu. Jeżeli chodzi o tę konkretną piosenkę, to jest w niej coś, co mi się podoba. Jakiś klimat, brzmienie, melodia. Budzi we mnie jakieś skojarzenia i wspomnienia. Nie umiem powiedzieć za co konkretnie, ale ją lubię. Po prostu.
Głos i melodia wiodą mnie od początku utworu do końca. Jest miło, przyjemnie, ale też intrygująco.

Agape

Agape to miłość. Bezwzględna, bezwarunkowa. Najwyższa forma miłości. Miłość Boga do człowieka i człowieka do Boga. W tekście wszystko się zgadza.

Uwielbiam wersję z Dnia Papieskiego 2012 w Warszawie. Ta na płycie jest inaczej zaaranżowana i w inny sposób śpiewana.
Musiałam się z nią osłuchać, żeby nie wracać pamięcią do warszawskiej i nie porównywać. Z każdym kolejnym razem, podoba mi się bardziej. Bardzo podobają mi się skrzypce na początku i na końcu. Lubię ten instrument, gdy jest ciekawie wykorzystany. W tej wersji też dokładnie słychać, że pomiędzy wersami w zwrotkach, Patrick jeszcze wyśpiewuje sobie dodatkowy tekst. Dobrze jest móc to usłyszeć, bo dodaje to według mnie sporo do całego odbioru.

Salve Regina

Natknęłam się w internecie na wersję z koncertu z zeszłego roku, jeszcze zanim płyta do mnie dotarła.
Wykonanie Patricka zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Aranż, melodia, głos. Od razu wpadła mi w ucho i wałkowałam ją po kilka razy z rzędu. 

Ta z płyty zaczęła się pięknie. Delikatnie, gitarowo. Potem doszedł głos. I mimo, że jest to totalnie inna wersja, to podoba mi się bardzo. Tą z płyty i tą wykonaną w Regensburgu traktuję jak dwa odrębne utwory. W studyjnej wszystko płynie delikatnie przez całą piosenkę,
a ja daję się temu nieść. Jest pięknie. Moc pojawia się w wykonaniu koncertowym. Na płycie zabrakło mi tych wersów, które Patrick na koncertach śpiewa po angielsku. Bardzo mi zabrakło.
Tak uwielbiam te słowa:

For mother, father, brother, sister
Their day is gone... 

Pozstaje mi w takim razie słuchać obu wersji. Zawsze to więcej pięknej muzyki :)

Podsumowując: Jestem bardzo zadowolona z płyty. Według mnie jest spójna. Przyjemnie mi się jej słucha. Na pewno nie zostanie odstawiona na półkę. Słychać to, że Patrick włożył w nią dużą część siebie. Uwielbiam jego wielowymiarowość, jeżeli chodzi o style
i gatunki w jakich się porusza. Potrafi pięknie pisać o miłości, o Bogu, rodzinie, o życiu, cierpieniu, radości. A do tego zaśpiewać to w sposób prawdziwy. Chciałabym go usłyszeć na żywo w repertuarze z płyty Ruah. Usłyszeć, zobaczyć, poczuć to wszystko. 
Wydaje mi się, że ta płyta i piosenki zyskują pełnię i moc, kiedy słyszy się je live. Głos, muzyka, odpowiednie miejsce.

Muzyka na żywo, to jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie, a taka specyficzna, jak religijna, duchowa - to dopiero niezwykłe doznanie
i przeżycie.

Lubię takie klimaty, mimo że nie jestem specjalnie religijną osobą. Zawsze jednak tego typu projekty były mi bliskie (przykład Piotra Rubika: wolę sto razy bardziej jego sakralne płyty, niż te, na których są świeckie piosenki). Sądzę, że z Ruah będzie podobnie. To nie jest płyta, którą się słucha jako podkład czy w tle do czegoś. Trzeba się wsłuchać i skupić, by odebrać to, co Patrick chciał przekazać słuchaczom.

Także do sprzątania zostawiam sobie Human, In Exile czy In Live,
a Ruah zostaje na chwile odpoczynku, zadumy, przemyśleń... tak by zamknąć oczy i dać się prowadzić Artyście...

Salve Regina z koncertu z angielskimi wersami:

poniedziałek, 19 września 2016
Słów kilka o płycie "Human".

Biorąc pod uwagę, że już 23 września ukaże się nowa płyta Michaela Patricka Kelly'ego pod tytułem Ruah, postanowiłam co nieco napisać o płycie z 2015 roku, czyli Human.

Płytę kupiłam dopiero w tym roku, po powrocie do twórczości Kelly Family, po 20 latach (nie licząc słuchania kilku kawałków). Droga artystyczna, jaką obrał Paddy, czy teraz Michael Patrick Kelly, zdecydowanie najbardziej mi odpowiada, dlatego to jego płytę kupiłam i na jego koncert się wybrałam.

Przed zakupem płyty zapoznałam się wcześniej z piosenkami, które na niej są, jak i z wieloma innymi, których nie znałam wcześniej. Spodobała mi się, więc trafiła w moje ręce. Miałam od razu swoje ulubione kawałki, a po dokładniejszym wsłuchaniu się, okazało się, że całość mi się podoba, bez wyjątków. Rzadko mam tak, żeby słuchać płyty od A do Z, bez przewijania czegoś. W przypadku "Human" tak się dzieje, choć nie od samego początku. Nawet mija mi za szybko (bo co to jest 10 piosenek i reprise?) i żałuję, że nie mam na swoim wydaniu piosenki "Living Water", która dodana została na reedycji. 

Kilka słów o poszczególnych utworach:

1. Shake Away

Singiel i pierwsza piosenka, jaką słyszałam. Najpierw w materiale telewizyjnym, a potem odszukałam w całości. Od razu wpadła mi w ucho. Refren jest energetyczny, ale mnie już słowa pierwszej zwrotki przekonały:

Most of my days I´ve spent life on the road
Took backroad highways to meet the simple folk
Nights ran together in a haze of drink and smoke
So I left with the rising sun all alone

Do tego wersy refrenu, o tym, że strząsa dawne łańcuchy życia i zrywa ze starymi ścieżkami. Brzmi to prawdziwie, biorąc pod uwagę to, jak żył przez lata Paddy. Niegdyś non stop w drodze z zespołem, praktycznie codziennie koncert w innym mieście. Potem porzucił to wszystko, zamknął się w klasztorze, a po latach powrócił do muzyki, ale już sam. Na swoich zasadach, ze swoją muzyką, podążając własną ścieżką. Wolny artysta ze swoją twórczością.


2. Beautiful Soul

Chyba od razu mi się spodobała. Zarówno sposób śpiewania zwrotek, rytm, refren, jak i sam tekst. W ogóle na tej płycie dużo kawałków polubiłam po dokładnym wczytaniu się w słowa. "Beautiful Soul" porywa mnie w jakiś sposób. Bardzo fajne brzemienie gitary.


3. Little Giants

Do tej piosenki przekonałam się za którymś przesłuchaniem, kiedy śledziłam uważnie o czym Patrick śpiewa. I to mi wystarczyło. Mimo, że melodia taka do tupania, wszystko utrzymane w fajnym klimacie, to tekst nie jest banalny. Po prostu o małych gigantach, w dodatku z piękną pointą:

Love isn’t measured by how big you are
Love can be large in the tiniest hearts.

Bardzo ją lubię. Wpada w ucho i mimowolnie ją nucę, nawet jak już się skończy. 

4. Flag

Z piosenką "Flag" miałam problem. Pierwsze odsłuchania nie porwały mnie szczególnie. Bujało, ale nie do końca :) Najpierw zajęłam się tekstem. Wsłuchałam się, zrozumiałam, ale i tak coś nie grało. Dopiero nagranie ze Światowych Dni Młodzieży postawiło tę piosenkę w zupełnie innym świetle. Czasem jest tak, że niektóre utwory nadają się bardziej na wykonania na żywo. Tak jest z "Flag". Trzeba być w tłumie, widzieć jak Patrick macha różnymi flagami i machać razem z nim. To ma sens. To mnie przekonuje od nagrania. Na koncercie już sama wyczekiwałam na moment, w którym Paddy ją wykona. I było pięknie.

5. Out of Touch

Ten utwór mi się podobał od początku. Wszystko od aranżu i melodii, przez głos, po tekst. Po prostu jeden z moich ulubionych kawałków na płycie, do którego nie mam zamiaru się przyczepiać :)

6. Rose of Jericho (The Waltz)

Początkowo najmniej lubiana piosenka. Nie mam pojęcia dlaczego. Tekst ma piękny, melodia walca, która też bardzo mi się podoba. Zgrzytał mi chyba rytm wyśpiewywania słów przez Patricka, ale przy kolejnych przesłuchaniach nie zwracałam na to uwagi. Teraz daję się ponieść i mogłabym zawirować w tym walcu... z kimś, kto śpiewałby jednocześnie :) Bardzo zyskuje u mnie przy każdym kolejnym odsłuchaniu.

7. Renegade

Ulubiona od pierwszego wysłuchania. Bardzo szybko zapada w pamięć refren, nie tylko to słynne "Lalala Lalala leyda", ale i poprzedzające je wersy. Nadaje się idealnie na koncerty. Patrick świetnie sobie z nią radzi na żywo, dodatkowo wchodząc w interakcje z publicznością. Ludzie znają i łatwo podchwytują tekst,  ja sama znam ją na pamięć od A do Z, więc zabawa po obu stronach jest udana :) Uwielbiam. Po prostu. I zanim przejdę do kolejnej piosenki na płycie, zapętlam raz jeszcze :) 

8. Happiness

Miła dla ucha gitara. No i dużym walorem jest tutaj tekst. Patrick opowiada jakby swoją historię: o tym jak żył w ciągłym chaosie, blasku sławy, zgiełku. Porzucił to wszystko, bo potrzebował ciszy. Odnalazł spokój i szczęście. I teraz śpiewa, o tym, że szczęściem trzeba się dzielić z innymi, nie można go zatrzymywać tylko dla siebie :) Tak proste, a jakże piękne i prawdziwe. Czyż szczęście nie jest większe, jeżeli możemy je z kimś dzielić? :)

9. Safe Hands

Kolejna, która od razu przypadła mi do gustu. Pod każdym względem. Muzyka, tekst, sposób w jaki Michael Patrick ją śpiewa. Można ją rozpatrywać dwojako, wszystko zależy od interpretacji. Może być kierowana do kobiety, ale też do Boga i uważam, że w obu wypadkach jest trafna. Bezpieczeństwo, bezgraniczna miłość, która jest większa niż strach i cokolwiek innego. Uważam, że świetnym pomysłem (chyba samego Patricka) jest sposób wykonywania tej piosenki na koncertach. Dawanie fanom kredytu zaufania, oddawanie się dosłownie w ich ręce, z wiarą, że będą bezpieczne. Robi wrażenie ten moment, kiedy Paddy śpiewając kładzie się na wyciągniętych dłoniach fanów, a oni go niosą... :)

10. Here to Stay

Klawisze na początku - o tak. Uwielbiam klawisze, uwielbiam tę melodię. Początkowo spokojne, potem dochodzą inne instrumenty, a głos dobrze w tym brzmi. Można się delikatnie pobujać. Bardzo przyjemna piosenka. 

I won't move, I won't change
Believe that.

11. Beautiful Soul (Reprise) - to jest tylko muzyczny fragment, ale za to bardzo mi się podoba. Żałuję, że nie trwa dłużej, bo ma w sobie coś, szczególnie ta trąbka chyba. Coś zapowiada, coś zwiastuje, ale zanim odkrywam co, nagle wszystko cichnie...

12. Living Water

Nie mam jej na płycie, czego żałuję, bo całość trwałaby dłużej. No i należy do grona ulubionych. Tekst taki... momentami subtelny i romantyczny. Szczególnie lubię ten fragment:

It isn’t real if it doesn’t hurt
Sometimes your last love is your first
You where there and you saved me

Cała prawda. Kolejna, którą w swoich tekstach zawiera Michael Patrick Kelly.

Jeżeli miałabym jakimiś słowami okreslić, to co tworzy, to powiedziałabym, że to jest zwyczajnie prawdziwe, szczere. Może dlatego tak do mnie trafia. 

Z niecierpliwością czekam na duchową Ruah. Materiały z pracy nad płytą, tylko zaostrzają mój apetyt.

Shake Away.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
Tagi